Jak dbać o trawnik w czasie suszy?

O ociepleniu klimatu mówi się już coraz częściej i coraz głośniej. Jednym z jego efektów jest susza. Niewielkie opady śniegu zimą, sucha wiosna i później upalne lato. Jeśli kolejny rok również będzie wyglądał podobnie, może się okazać, że używanie wody pitnej do podlewania roślin zostanie znacząco ograniczona. Trzeba będzie zatem szukać sposobów na dbanie o trawnik w sezonach niedoborów wody w taki sposób, by udało mu się przetrwać. Czy to się uda?

Jak chronić trawnik przed brakiem wody

Chyba już każdy z nas zauważa, że jest coraz bardziej sucho. Brzegi jezior robią się jakby szersze, można w kaloszach przejść na drugą stronę Wisły czy Odry. Ale przede wszystkim brakuje wody dla upraw. Z jeden strony chcemy zrobić wszystko by cieszyć się zielenią, choćby trawnika przy domu, z drugiej mamy świadomość, że gdy wody zaczyna brakować, trzeba z niej korzystać bardzo racjonalnie. I trawnik nie jest tym, co wody potrzebuje w pierwszej kolejności. Dlatego już na etapie jego zakładania warto pomyśleć o zainstalowaniu np. podziemnej sieci do nawadniania, która będzie wykorzystywała deszczówkę do podlewania.

Warto również specjalnie spreparować podłoże, by jak najwięcej wilgoci zostało w nim zatrzymanej. Wystarczy po pierwsze zapewnić trawnikowi warstwę materii organicznej, która gromadzi wilgoć sama w sobie. Można zastosować również minerały skalne, które chłoną wilgoć w czasie deszczu by ją później roślinom oddawać. One nie tylko chłoną wilgoć, ale również napowietrzają glebę pod trawnikiem. Mowa tu zeolicie czy wermikulicie.

Znakomitym rozwiązaniem przy zakładaniu trawnika jest zastosowanie hydrożelu. To proszek lub granulat, który chłonąc wodę może zwiększyć swą objętość nawet kilkaset razy. W trakcie suszy oddaje tę wodę roślinom. Jego żywotność to 6 do 8 lat, później ulega biodegradacji.

Kolejny sposób na suszę to zakup mieszanki nasion bardziej na nią odpornych.

Gdy jest susza, woda intensywnie zaczyna parować zarówno z podłoża jak i z roślin. Dlatego dobrze się jest zabezpieczyć przed nią stosując powyższe rozwiązania. Ale co, jeśli trawnik już jest? Można oczywiście zamontować nawadnianie nieco trawnik uszkadzając.

Deszczówka, po trzykroć deszczówka. W miarę możliwości trzeba jej gromadzić jak najwięcej. I to właśnie wodę z nieba wykorzystywać do podlewania trawnika.

Podlewanie trawnika

Jest lato, upał i nie da się nie podlewać trawnika. Inaczej uschnie. By oszczędzić wodę a jednocześnie wspomóc trawnik, można podlewać murawę rzadziej, ale za to bardzo obficie. Powinno się nawodnić podłoże 10-15 cm w głąb.

Godziny podlewania również mają znaczenie. Optymalna pora to 4-5 rano. Próby nawadniania w pełnym słońcu mogą się skończyć popaleniem źdźbeł, woda bowiem stanie się soczewką skupiającą promienie. Dodatkowo w większości odparuje zanim zdąży trafić do korzeni. Jeśli będzie zbyt zimna, spowoduje szok termiczny co z całą pewnością również murawę uszkodzi. Podlewanie wieczorne, gdy i powierzchnia ziemi i trawa wciąż jeszcze są rozgrzane również nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż duża część wody odparuje a przy okazji może się przyplątać jakaś choroba grzybowa trawy, gdyż wilgoć i ciepło to idealne warunki dla rozwoju grzybów. 

Świadomość społeczna dotycząca suszy i związanych z nią niedoborów wody jest z roku na rok większa. Coraz więcej z nas rozumie, że tak naprawdę używanie wody pitnej do podlewania, gdy wiadomym jest, że może jest zwyczajnie do picia zabraknąć to marnotrawstwo. Przy tym ceny wody wciąż rosną. Niezależnie od przyczyny, czy jest nią świadomość czy cena wody, coraz więcej z nas stawia na deszczówkę, czyli wodę za darmo. I to jest rozwiązanie doskonałe. Jeśli mamy taką możliwość, gromadźmy wodę z nieba i wykorzystujmy ją do podlewania. Gdy ma się możliwości i środki, warto takich zbiorników mieć kilka, np. wkopanych w ziemię, od których może odchodzić podziemny system nawadniania (grawitacyjny lub wspomagany pompą elektryczną). W dobie suszy każdy zbiornik gromadzący deszczówkę jest na wagę złota.

Koszenie trawnika a susza

W trakcie sezonu kosimy trawnik jakieś 15-20 razy. Jednak, gdy jest sucho, warto z koszenia zrezygnować, nawet kosztem atrakcyjności trawnika. Bardziej atrakcyjnie i tak będzie wyglądała wysoka trawa niż taka uschnięta z powodu braku wody. Koszenie wspomaga transpirację (woda wówczas wypływa wraz z sokami poprzez uszkodzone koszeniem tkanki – wyparowuje). Jeśli skosimy na krótko trawnik w trakcie suszy, niedługo będziemy mieli step. Ale nie można, nawet w trakcie braku opadów, nie kosić trawnika w ogóle. Trawa pozostawiona samej sobie wypuści w końcu kłosy z nasionami, a to dla niej ogromny wysiłek a po przekwitnięciu i tak zaczęłaby fizjologicznie zasychać. Dlatego zanim wyda nasiona, dobrze jest ją jednak skosić i obficie podlać. Wszystko to kwestia umiejętnej obserwacji i wprawy. Można, przy odrobinie zaangażowania, mieć ładny trawnik i oszczędzać wodę.  Kosić na tyle często, by nie dopuszczać do kwitnienia traw a jednocześnie tak rzadko, jak to tylko możliwe. Gdy już zabieramy się za koszenie trzeba pamiętać by naostrzyć noże kosiarki. Tępe noże zamiast ciąć, uszkadzają źdźbła szarpiąc je, rośliny wówczas muszą zużyć dodatkowo energię na odbudowę zniszczonej tkanki.

Jeśli trawnik potrzebuje w tym czasie nawożenia, dobrze jest to zrobić przy pomocy nawozów płynnych. Mają one zdolność przenikania również poprzez liście a dodatkowo stanowią źródło wilgoci.

Bioróżnorodność ratunkiem dla trawnika

Trawnik to nie tylko ozdoba, pewnie duża część z nas nie ma świadomości, że obniża temperaturę powietrza, dostarcza tlen, uwalnia do otoczenia wilgoć, pochłania szkodliwe gazy, zatrzymuje spaliny i smog a do tego jeszcze chroni podłoże przed erozją. Trawnik sam w sobie jest już bioróżnorodny, gdyż wysiewamy najczęściej mieszanki różnych traw (np. kostrzewy czerwona i owcza, życica trwała, wiechlina łąkowa). I warto zwrócić uwagę na to, by te mieszanki zwierały wiele ich gatunków. I dobrze jest nie poprzestawać na samych nasionach traw. To, co trawnik ratuje przez wyschnięciem a jednocześnie upiększa otoczenie to tak ostatnio popularne kwietne łąki. Nie tylko wyglądają piękne, ale również pachną nieziemsko, zapraszają owady i ptaki na ucztę, ale również na długo zatrzymują wilgoć w podłożu, dzięki czemu konieczność podlewania spada znacząco. A skosić wystarczy je dopiero po przekwitnięciu. Może warto zatem zastąpić zielony kobierzec w taką namiastką raju?